Jak osiągnąć sukces finansowy?
Posted on by Michał Maj

Dzisiejszy dzień wprowadził w moim myśleniu dość duże zmiany. Znalazłem sposób na osiągnięcie sukcesu. Znali go wszyscy wielcy ludzie i za chwile ty to poznasz. A może inaczej: ty już go znasz, tylko nie bierzesz tego pod uwagę, ponieważ nasłuchałeś się bajek o rozwoju osobistym, o niezależności finansowej i o tym, że tak naprawdę wystarczy afirmować wielkie pieniądze i sukces finansowy przyjdzie sam. Może pora zmierzyć się z tym i obalić to co się czyta na blogach i na płatnych szkoleniach? Przeczytaj uważnie i otwórz szeroko umysł. Oceń swoje postępowanie.


Pamiętam, że od zawsze chciałem zarabiać pieniądze. Jako dziecko zawsze szukałem sposobu, aby zdobyć parę groszy. Do pierwszej pracy poszedłem chyba jakoś w wieku 13 lat. Dziadek posiadał pasiekę, kilkaset uli z pszczołami. W wolnym czasie pomagałem mu zbierać miód, dokarmiać pszczoły, sprzątać itp. Nie raz pogryzły mi dupę, nie raz miałem świeczki w oczach i chciałem to wszystko rzucić, ale po prostu mi zależało na tym, aby zarobić. I wiesz, nie brakowało mi pieniędzy. Nie opowiem Ci historii,, które usłyszysz w książkach o dziecku z biednej rodziny, który zaczynał od zera. Nie. Moich rodziców zawsze stać było na lekcje Angielskiego dla mnie, chodziłem na basen a w domu miałem pokaźną kolekcje książek, czasopism dla dzieci typu „Wally zwiedza świat” czy „Zwierzęta Świata”. Ta moja praca polegała na tym, że chciałem zbudować coś samemu, uzbierać własną kupkę, kupić sobie coś za własne pieniądze.
Potem pracowałem na budowie. Wstawałem o godzinie 4 rano, aby jechać na trening parkour, potem o 8 rano do pracy, a do domu wracałem o godzinie 18 czasem 19. brałem prysznic i wtedy miałem chwile dla siebie. Tak wyglądały moje wakacje. Oczywiście, mogłem nie pracować. Ale chciałem, bo zależało m ina czymś własnym.
Zaraz po zdaniu matury, ciesząc się swoim prawem jazdy znalazłem prace jako kierowca. Jeździłem na giełdy samochodowe. Zawsze w nocy z piątku na sobotę i z soboty na niedziele. W czasie gdy moi rówieśnicy bawili się na grillach i dyskotekach ja spędzałem noc za kółkiem pijąc litry kaw i Red bulli, aby nie zasnąć za kierownicą. Dlaczego? bo chciałem budować coś własnego.
Po pierwszym roku Studiów pojechałem na Alaskę, gdzie pracowałem po 16 godzin na dobę przy patroszeniu łososi. Zimno, wiatr, deszcz, przy boku zahartowanych Eskimosów. Przygoda wielka, ale robota dała mi w kość. Wracałem z pracy, próbowałem zmyć z siebie zapach ryb, a później smarowałem stawy maścią, bo bolało. Były chwile, gdy w pracy musiałem chodzić, bo stojąc zasypiałem. Raz nawet usnąłem na stanowisku pracy.


Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo między czasie przyszedł okres zainteresowania się rozwojem osobistym. Zacząłem czytać wiele książek na ten temat, szperać w necie i chcąc nie chcąc trafiłem na materiały o niezależności finansowej. Padło na „Bogatego i biednego ojca”, potem na inne książki i uwierzyłem przez chwile w to co przeczytałem. Tak! Zrobię ogromne pieniądze leżąc do góry brzuchem a kasa sama będzie wpływać na moje konto. czy to nie piękne? wspaniała wizja, dlatego tak dobrze się sprzedaje. Ale spójrz prawdzie w oczy, czy to jest takie proste? Kolejne kursy i szkolenia kuszą Cię wizją magicznego życia. „Śpij i bogać się”, „Niezależność finansowa w jeden weekend”! No czy to nie brzmi irracjonalnie? Autorzy fotografując się na tle tropikalnych palm, popijając drinki próbują przekonać nas, że są ludźmi sukcesu, że im się udało, wiedzą jak to zrobić w dwa dni i wystarczy, że kupisz ich kurs. No teraz patrząc z perspektywy czasu to leże do góry brzuchem i śmieje się zarówno z twórców jak i osób, które kupują takie poradniki.


Może odbiegnijmy trochę od tematu i spójrzmy na ludzi wielkich. Co Benjamin Franklin mówił o sukcesie finansowym i o zarabianiu?

„Lenistwo idzie tak wolno, że bieda je dogania”

Głód nie nawiedza nigdy domu pracowitego człowieka, zagląda doń tylko przez okno.

Droga do bogactwa prowadzi przez pracę i oszczędność.

Lenistwo wszystko utrudnia, pilność ułatwia.

Albo weźmy coś z naszego, polskiego podwórka. Obejrzyj wywiad z polskim milionerem Tadem Witkowiczem, w którym zdradza sekret swojego sukcesu. Zaczynał od zbierania robaków na polach golfowych w czasie wolnym od studiów. Później, gdy już miał własną firmę, wstawał wcześnie rano, szedł do biura i pracował po kilkanaście godzin. W niedziele trochę krócej. Bo chciał, bo mu zależało. Zapytaj Kamila Cebulskiego jak jemu udało się zarobić pierwszy milion:

Niby fajnie łatwo i przyjemnie, ale kolejnym faktem jest to, że nigdy nie zabrałem mojej żony do kina. Raz byliśmy, ale to raczej byliśmy gośćmi i to przez przypadek, nie wyszło to od nas. Za to zanim dorobiliśmy się drukarki igłowej to kiedy, zawsze spóźniony, w weekendy odwiedzałem Monikę to przynosiłem karton druczków z poczty, siadaliśmy i rozmawiając godzinami wypełnialiśmy po 500 czy 1000 sztuk na cały tydzień. Zawsze się coś znalazło. I co jak co, ale randki nietypowe to my mieliśmy : )- Kamil Cebulski



Po co na początku pisałem o swojej pracy? Po to, żeby pokazać Ci, że finanse to nie prosta sprawa. Próbuje od kilku lat i idzie bardzo powoli. Tyle lat zapieprzałem, żeby zrozumieć, że na wszystko trzeba sobie zapracować. Minęło sporo czasu a ja nadal nie mam, bo to za krótko. Musze włożyć jeszcze więcej pracy. Odczaruj się, jeśli i wierzysz, że w weekend uzyskasz niezależność finansową, że założona przez Ciebie firma, za pół roku będzie przychodziła taki dochód, że resztę życia spędzisz na Karaibach.

Nawet jeżeli masz pasję w tym co robisz, nawet jeżeli bardzo pragniesz to zazwyczaj musisz się zmierzyć z życiem. Jeżeli sukces przychodziłby tak łatwo to nie dawałby tyle satysfakcji. Słyszałem dziś w radio, że 47% Polaków chcę założyć firmę z czego tylko 2% osób tego dokonuje. Dlaczego? bo nie jest łatwo. Trzeba iść, zarejestrować działalność, założyć konto w banku itp. Lepiej siąść i poczytać o niezależności finansowej. Zrozum, że osiągniesz ją tylko wtedy, gdy na to zapracujesz.
Być może powiesz: „No tak, ale wielu z nim się udało? Portal nasza-klasa, twórcy google, facebooka- im się udało”. Owszem! udało! masz rację, udało, ale zanim to osiągnęli włożyli w to sporo pracy. Nie dostali tego na tacy. Twórcy googla, nie mieli już gdzie spać, ponieważ pokój w akademiku zajmowały komputery, które obsługiwały wyszukiwarkę (poczytaj książkę „Google Story”). Oni na to ciężko zapracowali. W czasie gdy ich rówieśnicy bawili się i imprezowali (wszak to studia) oni pisali wyszukiwarkę. To od twojego poziomu lenistwa i siły wewnętrznej zależy co osiągniesz. Nie ma lekko, trzeba zapieprzać. Finansową niezależność uzyskasz ciężko pracując, rozwijając się, ucząc poznając świat itp. Nie ma magicznych sposobów. I nie zrozum mnie źle. Jak najbardziej wierze w niezależność finansową, w to, że da się zbudować swoje imperium finansowe, sam również czytam materiały na temat finansów, ale nie wierze, że uda się to bez wkładu pracy, bez zaangażowania i pracy.

Do sukcesu nie ma windy, trzeba iść po schodach. A jeżeli ktoś Ci pokaże taką windę to upewnij się czy jest w niej podłoga.

  • Adam

    Zgadzam się, że trzeba zapieprzać, żeby zarabiać, żeby nawet mieć ten legendarny pasywny czy innego rodzaju dochód, który nie wymaga od nas pracy po kilka godzin dziennie.
    OK – zarabiasz pracując na etacie, tyrasz 8-9h.
    OK – masz firme, tyrasz jesxcze więcej.

    Ja mam pytanie? Na cholere?
    Pomyślmy sobie w ten sposób – człowiek przepracowuje jego najpiękniejsze lata. Pracując na etacie do 65 roku zycia mamy ledwie dwadzieściakilka dni urlopu. Pare dni na prace domowe, zostaje tydzien zeby gdzieś wyjechać.

    Masz firme, także zapieprzasz, czasem jeszcze więcej.

    Czy warto? Czy warto gonić za tym pieniądzem, karierą? Co z tego ze zarabiasz duzo, nawet masz ten milion, jak droga do jego osiągnięcia zmarnowała Ci najlepsze lata życia.
    Lata, które mógłbyś poświęcić na podróże, poznawanie nowych ludzi, czy choćby imprezy ze znajomymi. Lata, które sprawiłyby, że Twoje życie było by wyjątkowe.

    To zawsze jest mój dylemat..włożyć cały swoj wysiłek w pracę? Teraz byc moze inwestor zainwestuje kapitał w mój projekt, fajna kasa. OK, szansa na zdobycie forsy jest, wiem jednak ze 3-5 lat spokojnie bede zapieprzał. Rowiesnicy pojda na studia. 5 lat przedluzenia młodosci, imprezy, nowi ludzie, nowe kontakty, osoby do wspolnego podróżowania..

    Co tu robic, jak tu żyć? :P

  • http://bartekpopiel.pl Bartek @ BartekPopie

    "ponieważ nasłuchałeś się bajek o rozwoju osobistym, o niezależności finansowej i o tym, że tak naprawdę wystarczy afirmować wielkie pieniądze i sukces finansowy przyjdzie sam"

    Hehe, chyba czytaliśmy inne materiały. Praktycznie w każdej książce jaką przeczytałem pisze, że trzeba naprawdę duuużo czasu poświęcić na zbudowanie czegoś konkretnego.

    Mój mentor kiedyś powiedział: "Nie ma windy do sukcesu – trzeba zapierdalać po schodach". I całkowicie przyznaję mu rację.

    Polecam książki: "Sekrety amerykańskich milionerów" gdzie rzetelne badania pokazują kto jest prawdziwym milionerem i ile trzeba na to pracować oraz "Jak zostałem milionerem" Jana Fijora. Te książki naprawdę otwierają oczy na świat biznesu.

    Pozdrawiam!

    Bartek

  • MeHow

    Jestem taki sam jak Ty, też wszystko tak samo rozumuję, czytałem chyba nawet te same książki co Ty ale jakoś nigdy mnie to nie przekonywało, pracuję również jakoś od 13 może wcześniej, teraz staram się każdy grosz przeznaczyć na jakiś rozwój siebie który później zaowocuje, bo nadal się uczę, wszystko sprowadza się do tego że Ci co chcą, to dostaną, a Ci co nie chcą to i tak wymyślą wymówkę. Praca tylko przynosi coś wartościowego.

  • http://michalmaj.pl Michał Maj

    Bartek- słyszałem o książkach i w najbliższym czasie przeczytam. Dzięki :)

    adam- ja myślę, że po prostu trzeba znaleźć balans pomiędzy wszystkim. Musi być czas na naukę, na pracę ale także na relaks i przyjemności :) Inna sprawa, że własna firma, np. w moim przypadku to nie tylko gonienie za pieniądzem, ale też przyjemność, bo kocham to co robię :)

    mehow- Rozwój jest strasznie istotny i warto czytać te książki, ale tak jak mówisz, aby coś dostać trzeba włożyć w to wysiłku.

  • An

    Ja zawsze byłam zdania, że już lepiej pracować ciężko za grosze niż leżeć w domu, narzekać na ich brak i czekać aż same spadną z nieba.

    Czasem warto poczytać biografię, wypowiedzi osób ‘cenionych’ jak doszli do tego co teraz mają..

    Adam – dużo ludzi na tym się zastanawia, i dużo ludzi może z tego powodu popełniło samobójstwo bo gdy się tak myśli to się dochodzi do wniosku że życie sensu nie ma bo ciągle musisz tyrać a z życia nic nie masz. Najlepiej połączyć pracę z pasją to po pierwsze a po drugie zmienić nastawienie do życia i znaleźć bilans pomiędzy wszystkim.
    A co do rówieśników, kiedy Ty będziesz specjalistą w swoim fachu i nie będziesz musiał się już tak martwić o przeżycie do końca miesiąca to znajomi co dopiero będą stawiać pierwsze, niełatwe kroki na rynku pracy.

  • http://www.jakubczekaj.pl Jakub

    Ja uważam że jednak warto czytać takie książki – i szczerze powiedziawszy jeszcze nigdy się nie spotkałem z tym żeby autor przekonywał że leżenie popłaca.

    Przede wszystkim warto je czytać dlatego że dają kopa, mocnego motywacyjnego kopa w tyłek. Zrzucają na chwilę opaski z oczu i pozwalają nam mierzyć wysoko.

    Może i to głupota marzyć o tym że będzie się milionerem itd bo szanse na to są minimalne, ale życie jest po to żeby marzyć, wprowadzać marzenia w życie, a jeżeli się nie uda to umrzeć w drodze do tych marzeń – nie ma czasu na to żeby opłakiwać że życie jest takie a nie inne.

    Ja dzięki książką motywacyjnym (szczególnie Myśl i bogać się N. Hilla i Siła żywego słowa w biznesie Rona Hollanda) zacząłem ciągnąć wóz mojego życia w kierunku moich marzeń i nie pozwolę na to by ktoś mnie zatrzymał.

    Pozdrawiam :)

  • http://vimeo.com/8667324 Arek Zawada

    No cóż. nie do końca się z tobą zgodzę.

    Nie do końca zgodzę się też z wieloma poradnikami i kursami.

    I mam wrażenie ze znam tajemnice zarabiania kasy, i ta tajemnica jest dość banalna.

    Nie zarabia ten kto pracuje, a tym bardziej ten kto pracuje ciężko.

    Najlepiej zarabia ten kto potrafi sprzedać efekty tej pracy.

    Ja sam jestem pracoholikiem, a na mojej pracy zarabiają sprzedawcy i pośrednicy, i uwierz mi, nie harują.

    znam człowieka, którego narzędziem pracy są komunikatory i email.

    ma znajomości, zna klientów, i zna ludzi którzy produkują potrzebny tym klientom towar. tylko tyle i aż tyle. i nie haruje. a jego dostawcy- owszem. to jest człowiek-urlop. jeździ na wycieczki, chodzi na imprezy, bawi się, poznaje ludzi, i prawie mimochodem sprzedaje im pracę. Ale nie swoją. Cudza praca to doskonały towar, bo płacisz dopiero kiedy ja sprzedasz.

    I jeśli chcę sie wydostać z zamkniętego kręgu własnego pracoholizmu, muszę się nauczyć sprzedawać. Podobno około 85 procent amerykańskich milionerów było sprzedawcami lub przedstawicielami handlowymi.

    8667324

  • Michał Maj

    Czułem, że wpis może być źle odebrany.

    an- masz rację, problem w tym, że nie wszyscy potrafią "spieniężyć swoją pasje". Przyjęło się, że praca ma być ciężka, najlepiej w systemie 8 godzin dziennie z wolnymi niedzielami i dwutygodniowymi wakacjami. Przyjęło się, że praca ma być pewna a czy daje przyjemność to mniej istotne.

    jakub- pewnie, że tak. Oczywiście, że książki te dają dużo, naprawdę dużo i ja sam bardzo dużo ich czytam. Chcę zwrócić tylko uwagę na problem, który dotyczy większości, że po prostu czyta sę to czyta, fajnie jest, ale brakuje działania. Znajomy ma firmę- Wielkie plany biznesowe, na ścianach w biurze porozklejane afirmacyjne obrazki, hasła typu: Plan 10 000zł miesięcznie itp. tylko wiesz co jest złe? To, że kiedy ja do niego przyjdę on zawsze siedzi na facebooku, przegląda fotki znajomych lub hoduje owce na swojej wirtualnej farmie. I dziwi się, że brakuje pieniędzy…

    arek zawada- też słyszałem o sprzedaży cudzej pracy. Wygodna opcja, ale trzeba się też sporo nauczyć. Ja np. nie umiałbym sprzedawać produktów, w które nie wierze, nie są częścią mnie, a znam ludzi, którzy sprzedawali ogromne ilości "śmieci". Aż chciało się wyrwać im słuchawkę i krzyknąć do klienta: "Nie kupuj tego" :)

    Dziękuje Wam za komentarze. Ciekawie jest poznać inne opinie, fajnie, ze wywiązała się mała dyskusja.

  • http://www.jakubczekaj.pl Jakub

    Michał ale ja się z Tobą w 100% zgadzam.

    Pablo Picasso powiedział kiedyś że "Działanie jest podstawowym kluczem do każdego sukcesu."

    Po prostu trzeba robić wszystko żeby zmobilizować się do działania, niezależnie od tego czy są to afirmacyjne obrazki, plany na 10000zł miesięcznie czy cytaty.

    Swoją drogą z tym hodowaniem owiec to mnie całkiem rozwaliłeś :P

    Pozdrawiam !

  • Pingback: O spełnionym marzeniu i lekcji biznesu w taksówce | Życie jest piękne :)

  • michu

    wszystko spoko, bardzo mi się podoba to, co piszesz, myślę podobnie. Ale jest ale. Czy ktos kto ma lenistwo zakorzenione już gdzies gleboko w głowie, moze je przezwyciezyc? to glupie pytanie ale moze ktos cos poradzi

  • Michał Maj

    michu- w jaki sposób objawia się to twoje lenistwo?

  • julka

    To ja się wtrącę. Kiedyś uslyszałam coś takiego – „Nie ma ludzi leniwych. To jest zawsze kwestia niewiary w siebie i/lub braku wewnętrznej motywacji do robienia czegoś”.
    I wiecie co? Ta osoba miała rację, bo dopókki nie wiedziałam czego JA chcę i co jest ważne dla MNIE, robiłam wszystko, żeby nic nie robić :) ) Taki bierny opór przeciwko rodzinie, znajomym z „lepszym” pomysłem na życie, całemu społeczeństwu, które, tak mi się wtedy wydawało, wie lepiej. Każdy wie lepiej, ale dla siebie. Teraz zbywam śmiechem jak mi ktoś daje nieproszone rady (zawsze znajdą się tacy co chcą zbawiać innych od siebie). Kto ma wiedzieć czego ja chcę lepiej ode mnie? Trzeba stanąć mocno na własnych nogach, i przyznać samemu przed sobą: „to mnie kręci, a to nudzi”, i pójść w to co Cię kręci. Jeśli przy okazji jest szansa na tym zarabiać (a po jakimś czasie często się tak dzieje), to świetnie. Jeśli nie – można np. znaleźć jakąś niezbyt wymagającą pracę na pokrycie kosztów życia, i pracować nad pasją po godzinach. W którymś momencie otworzą się jakieś drzwi (lub okno :D )

  • michu

    lenistwo polega na tym,że nie moge nic nowego(jakas zajawka, wiecej nauki, praca) wprowadzic w zycie. Nie moge się przemóc, żeby zacząć coś robić, chociaż mam cele itp itd. Czasu mam dużo i go marnuje na tym, co nie jest ważne w realizacji spraw, celów i innych założeń

  • Michał Maj

    łap się na tym, że robisz nie to co trzeba. Np. Siedzisz i przeglądasz bezsensownie Internet typu demotywatory to pomyśl, że w tym czasie mógłbyś rozwijać coś ciekawego.Z najdź pozytywne aspekty np. nauki. Ja np. uczę się nie tylko po to, aby dowiedzieć się czegoś ciekawego, ale także żeby np. przetestować metody szybkiej nauki lub np. sprawdzić swoje możliwości skupienia na materiale.

    Wyobrażaj sobie korzyści jakie przyniosą Ci dane czynności. A czemu nie mozesz wprowadzić nowej zajawki?- Przecież powinno Cię to w danym momencie interesować :)

    Jeżlei np. chcesz zacząć biegać poszukaj w necie jakieś filmiki z tym związane, fora, poczytaj jak najwięcej, zbierz informacje- to też pomaga :)

  • Michał Maj

    julka- dokładnie. Pasja jest sekretem, bo tak naprawdę lubimy to tak mocno ,że się "zatracamy". Czas płynie, pracujemy, rozwijamy to i nawet nie widzimy kiedy gdy przemienia się to w "coś większego" :)

  • http://dailymobile.pl/ Dailymobile

    Kurcze co za mądry tekst – już bałem się, że będzie to banialuk w stylu jak zostać polskim Kyosakim, a tutaj proszę.

    A zdanie na samym końcu jest wręcz mistrzowskie – lubię czytać cytaty i ciekawe wypowiedzi, ale to jest kwintesencja życia.

    Świetny tekst – sam pracuje cały czas na swoją przyszłość i sam sobie myślę czasami, że pomimo tego, że jestem młodym człowiekiem (studentem) i czasem mam więcej pieniędzy niż rówieśnicy (bo je właśnie ciężko zarobiłem) to i tak nie mogę sobie pozwolić na choćby „polizanie luksusu” bo pieniądze inwestuje w siebie – opłaty związane ze studiami.

    Kocham ludzi ambitnych i dążących do celu – Ty nim z pewnością jesteś, więc życzę powodzenia!

  • Michał Maj

    Hehe, wiele osób z tym tekstem się nie zgadza, wiec cieszę się bardzo, że tobie przypadł do gustu. Po prostu nie wierze w łatwy sukces. wole na niego zapracować,w tedy da mi więcej satysfakcji :)

  • Monia

    uważam że masz rację. W wielu książkach czytamy, że aby osiągnąć sukces trzeba się na niego otworzyć = wyzbyć stereotypowych przekonań typu „życie jest ciężkie”, ” tylko bardzo ciężką pracą można coś osiągnąć” albo ” ludzie bogaci sąbogaci bo zdobyli kase nieuczciwie” itpi tworzyć afirmacje. Wg mnie to zależy od stosunku do tematu – niektórzy nie chcą marnować życia na „ciężką pracę” a można też patrzeć na to tak: lubię (ciężką) pracę, ona jest drogą do sukcesu, pracując realizuję swoje cele, potrzeby i uczę się wielu rzeczy. Każdy wiek ma swój etap, i każdy realizuje go wg siebie.

  • Michał Maj

    moinia- bo trzeba się otworzyć, ale nie można też zapomnieć, że trzeba działać. Że tak naprawdę samym mysleniem nie osiągniemy tego. działanie się liczy ;)

  • http://www.mitura.net Piotr Mitura

    Podzielam słowa Bartka. Też sporo czytam, również o rozwoju osobistym, automotywacji, wizualizacji itd. Ale zawsze obok technik, sposobów, jest napisane że to nie są czary mary, ale praca. Cholernie fajne ostatnie zdanie podsumowujące artykuł!

  • Michał Maj

    piotr mitura- ze schodami, gdzieś zasłyszałem, a podłogę w windzie dodałem od siebie.

    Kurcze, stało się to czego się obawiałem, czyli złego odebrania artykułu.
    Nie chodzi o to, że książki typu bogaty ojciec są złe, że nie należy ich czytać- wręcz przeciwnie, dają bardzo dużo.

    Problem w tym, że ludzie nie działają. Czytają czytają a nie robią. A jak zaczynają robić to wierzą w łatwy sukces- milion w rok czy coś. Że będzie łatwo i przyjemnie, że będzie się pracowało cztery godziny w tygodniu i zarabiało jak się śpi. i po roku takiego działania nie ma efektów. Ja uważam, że lekko nie ma, że trzeba zapieprzać momentami, trzeba myśleć, starać się, działać.

  • Mateusz

    Niestety jest właśnie tak jak piszesz Michale. Wiem to z własnego przykładu. Czytam i czytam, ale co z tego, skoro nie potrafię wprowadzić tych cennych rad w życie? Nawet jeśli w końcu się uda to prędzej czy później powracam do starych nawyków. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się to przezwyciężyć.

  • http://www.gdzietylkochce.com Łukasz

    Bardzo ciekawy wpis. Szkoda tylko, że młodzi „biznesmeni” wolą słuchać tej drugiej strony, która w kółko mówi o zarabianiu dużych pieniędzy bez wysiłku…